Strony

niedziela, 23 listopada 2014

Around the World Blog Hop - O mnie

Jakiś tydzień temu dostałam niezwykle słodkiego (czytaj miłego i pełnego komplementów) maila od Celiny z celinumm.blogspot.com zapraszającego do zabawy Around the World Blog Hop. Czyli po pierwsze uznała mnie za quilterkę, a po drugie kierowała się chyba nadzieją, że mam o czym napisać:) Bardzo dziękuję za te dwa "posądzenia" i postaram się im sprostać:)

Jeśli chodzi punkt pierwszy, to myślę, że powoli zaczynam zasługiwać na to miano, co do drugiego - postaram się pokazać poniżej na co mnie stać:)
  • Tło historyczne:)
Szyć umiem już jakiś czas, od czasów szkoły podstawowej. Różne różności tworzyłam, w tym różne elementy odzienia. Proste formy kroiłam sama, jednak w wielu przypadkach posiłkowałam się niezastąpioną Burdą - na tych wykrojach się uczyłam. Szyłam spodnie, spódnice, wełniane kurtki, sukienki, również wieczorowe i studniówkowe, bluzki itd. Przez lata "edukacji" posiadłam wiele innych umiejętności, umiem robić na drutach i takie tam hafty, szydełka i inne sutsze nie są mi obce. Lalki jeszcze robiłam - teraz sobie przypomniałam:) I jeszcze parę innych... i w końcu znalazłam patchwork:)

Miałam maszynę, nożyczki, nici i tkaniny i wystarczyło. Te kapy poniżej  powstały(chyba jakieś 3 lata temu) bez tych wszystkich specjalistycznych narzędzi patchworkowych typu nóż krążkowy, mata do cięcia i linijki:) Piszę to, żeby pokazać, że jak ktoś szyje, i chce spróbować patchworku, to da radę:) Oczywiście cała ta reszta niezmiernie ułatwia pracę, ale bez tego też się da.






I jeszcze coś - jeśli chodzi o patchwork to również jestem samoukiem. Nie mam i nie miałam, żadnej książki o patchworku - ani jednej:( Baaardzo nie lubię kupować książek w internecie, a te które spotkałam na półkach nie wnosiły dla mnie nic nowego. Ostatnio kupiłam jeden czy dwa magazyny, ale w wersji internetowej - a reszta to internet.

Zastanawiałam się kiedyś nad nazwą bloga, już dawno wymyśliłam tą kombinację MADURO, ale nie wzięłam pod uwagę, że z powodu jednego pana z Ameryki Południowej trudno mi będzie znaleźć domenę, więc pokonując pewne opory (no bo przecież jeszcze nie wiem i nie umiem wszystkiego co z patchworkiem związane) dodałam jeszcze patchwork. 

  • Dlaczego tworzę to co tworzę?
Bo bardzo to lubię? Nie inaczej. Lubię, sprawia mi to przyjemność, bo patchwork to coś wyjątkowego. Uwielbiam jego praktyczną stronę, że daje tak wiele możliwości, że może być ozdobą, że jest wyjątkowy...

I te wszystkie materiały... Jak wchodzę do sklepu, to na półkach widzę tkaniny, ale jeszcze coś... Od razu myślę i wymyślam, co mogłoby z nich powstać... Często powstaje coś zupełnie innego, ale to już szczegół i inna historia:) Dla mnie tkanina to taka czysta kartka - tyle możliwości. Baaardzo lubię pasmanterie, a hurtownie pasmanteryjne darzę wręcz uwielbieniem:) Patrzę, oglądam co jest dostępne, zbieram dane - a potem samo się wymyśla:) Ogólnie rzecz biorąc jestem materialistką:)

A szyję nie tylko patchworkowe narzuty, ale jeszcze inne miękkości







  • Czym moje prace różnią się od prac innych quilterek?
Jeszcze nie wiem. Chociaż kilka elementów mogłabym już wymienić. 
Wydaje mi się, że jestem taką ekologiczną quilterką, nie lubię bez potrzeby ciąć tkanin na zbyt małe elementy. Oczywiście u patchworkarek żaden kawałek tkaniny się nie marnuje, ale po co chować takie śliczne tkaniny w szwach? 

A poniżej niektóre z patchworków, którym pomogłam się uszyć w kolejności jak mi się wydaje chronologicznej (od 2011 r. po czasy współczesne:):


















Przy okazji chyba da się zauważyć, że jakość zdjęć troszkę się poprawiła. Bo jak się chce mieć zdjęcie na pamiątkę, to się chce je ładnie zrobić, a to jakoś nie zawsze chce wyjść:(
Ale dzięki paru zabiegom i umiejętnościom jest lepiej, prawda?




A inne bardziej aktualne patchworki można pooglądać na mojej stronie www.maduropatchwork.pl

A na koniec praca, którą niedawno skończyłam, i która chyba najlepiej określa mój styl - Gwiazdeczka
Więcej pisałam o niej w TYM poście.


a i ta torebka bardzo mi się podoba


  • Jak przebiega mój proces twórczy?
Jednym zdaniem? Ostatnio chodzi własnymi drogami:) 

I kieruję się w stronę spontaniczności. Ale zawsze jest tak, że jak bym nie policzyła, wyliczyła i teoretycznie wymyśliła, to jak w realu mi coś nie pasuje, tkanina się nie zgrywa kolorystycznie - wszystko trzeba przeliczyć i pozmieniać i nie ma na to rady. 

I jeszcze coś, co może wydać się w pierwszej chwili dość dziwne - jak jestem ograniczona małą ilością tkaniny, albo jakimiś innymi niedostatkami - wychodzą mi fajne rzeczy. Bo "mocniej" wymyślam. Bo węższe granice wzmagają kreatywność, chyba. Albo ciekawe efekty można uzyskać. Na przykład jak szyłam "NOC", wyszły mi czarne nici, użyłam granatowych i na czarnej tkaninie uzyskałam efekt głębi, wzmocniłam fakturę - albo przynajmniej tak mi się wydaje:)


"Noc"
Ale często pomysł wyprzedza umiejętności. Już od bardzo dawna (od czasów przedpatchworkowych) robię zdjęcia różnych różności z zamiarem przerobienia ich jakoś. Jak odkryłam art quilty - doznałam olśnienia- już wiem jak:) A teraz zbieram umiejętności aby to zrobić.

  • Nad czym teraz pracuję?
Plączą mi się po głowie pomysły na dwie serie quiltów ściennych... Się muszę zawziąć... jestem na etapie rysowania i patrzenia, co się z tego wykluje...


No ładnie, to się troszkę rozpisałam. (To chyba efekt uboczny niedawno napisanej pracy licencjackiej:)

Już kończę, chciałabym tylko wyklikać kilka słów na temat osoby, którą zaprosiłam do Around the Blog Hop - o Kasi z kasiainoino.blogspot.com. Tak prawdę mówiąc, to ja jestem samoukiem do tego stopnia, że nawet nie znam osobiście nikogo, kto się bawi w patchwork. A Kasię znam niejako poprzez jej bloga, wirtualnie i odczuwam z nią pewną wspólnotę doświadczeń. A że ładnie ją poprosiłam - to przyjęła moje zaproszenie do zabawy, mimo, że już ktoś wcześniej ją zaprosił. I tak się złożyło, że swój post publikuje razem z moim, dziś. Zapraszam na kasiainoino.blogspot.com.


A ja się żegnam - do zobaczenia:)











środa, 19 listopada 2014

Gwiazdeczka (Star)

Chciałabym przedstawić moje ostatnio uszyte maleństwo - Gwiazdeczkę (240 x 240 cm).
Wszystko zaczęło się od niepozornych rozmiarów dwu zawijasków. Ręka mi nieco drżała jak cięłam te cuda, ale dałam radę:)

  


Powstało już parę rzeczy, nie marnując ani kawałeczka, między innymi TO

Ale wracajmy do Gwiazdeczki. Jak już pocięłam paseczki na kwadraciki, posegregowałam, poukładałam na kawałkach fizeliny z klejem z jednej strony, zaprasowałam, a potem zszywałam



Z tego zszywania wyszły kwadracikowe kwadraty, a potem... a potem mój plan szycia też narzuty caaaaałkiem się poprzestawiał i nastąpił czas spontanicznego działania.


Poskładałam te moje malutkie bloki (około 40 x 40 cm) 


i pomyślałam, że jest dobrze, więc to wszystko zszyłam. Potem przygotowałam spód, uprasowałam i... No właśnie, jakoś tak zapomniałam, że w dysponuję miejscem na zrobienie kanapki maksimum 220 na 220 cm. I co? Skończyło się tym, że synki musieli wysprzątać swój pokój na tip top, z odkurzaniem i polerowaniem podłogi włącznie:) No cóż tak to jest jak się ma mamę, która  szyje.
Rozpięłam to wszystko na podłodze i jak czegoś potrzebowali - musieli chodzić po ścianach:)


Do zrobienia kanapki zużyłam wszystkie (WSZYSTKIE) agrafki. A wpinając je, zastanawiałam się, jak to wypikować. W końcu zaczęłam się zastanawiać na głos i z pomocą przyszedł mi syn - pięknie rozrysował pikowanie na kratce. Wyglądało super, ale technicznie stanowiło nie lada wyzwanie. Bo gwiazda wypikowana miała być po okręgu. PO OKRĘGU!!! Przepychając maleństwo tyle razy dookoła pod ramieniem maszyny !!! Dlatego się Was radziłam i pytałam o doświadczenia w tej kwestii. I w końcu zabrałam się do dzieła. Wprowadziłam tylko pewną modyfikację, kółko w środku wypikowałam lotem z wolnej ręki, żeby łatwiej było zacząć, a potem stopką z górnym transportem pikowałam po spirali zmniejszając docisk stopki.


w pewnym momencie skończyły się pełne okręgi i każde z ramion trzeba było pikować osobno starając się ukryć przejścia do następnego kawałka okręgu w szwie.


Potem już tylko lot trzmiela i jakoś poszło:)




I mała dygresja, przed którą nie mogłam się powstrzymać - ja generalnie bardzo lubię wszelkie "maleństwa". Myślę że to kwestia przyzwyczajenia do skali. A przyzwyczaić pomógł mi się mój "maleńki" zwierzaczek:)



A wracając do tematu - poniżej można sobie porównać, jak różny sposób pikowania zmienia wygląd gotowej pracy. Na zdjęciach narzuta i wykonana z tych samych materiałów torba.



I jeszcze jedno spojrzenie na Gwiazdeczkę


Do zobaczenia.

uzupełnienie: Spontaniczność przy szyciu patchworków ma swoje dobre i złe strony. Do złych zalicza się to, że przy nieprzeliczonych działaniach nie wszystko wszędzie się schodzi:( no cóż, ale to nie tutek. A dobre strony spontaniczności - efekt końcowy, wzór pikowania (gdyby kwadraciki wszędzie się schodziły równiutko, pikowałabym chyba tak samo jak w torbie na zdjęciu w poście, a syn nie mógłby się twórczo wykazać, a ja ćwiczyć swojej cierpliwości do pikowania:))

wtorek, 18 listopada 2014

Gekon


Polubiłam tego jaszczura:) No bo chyba gekony są jaszczurkami? Zresztą nieważne, najważniejsze, że pomimo długiej i niezbyt łatwej drogi prowadzącej do momentu kiedy się pojawił, polubiłam go:)

Gekona wymyślił mój syn. Chciał mieć gekona na piórniku i już. No dobra, przyznam się, nieopatrznie nieco go na ten pomysł nakierowałam, nie zdając sobie sprawy z tego, że zamówienie będzie tak skomplikowane... Bo piórnik miał spełniać jasno postawione przez syna wymogi i już! Został mi przedstawiony projekt. Na szczęście dało się nieco negocjować i wprowadzić pewne zmiany.


Wykorzystałam tu niezastąpioną w tego rodzaju zadaniach dwustronną fizelinę, chociaż dla mnie to trochę coś takiego jak taśma dwustronnie klejąca do tkanin, tylko do klejenia potrzebuje żelazka. Dzięki niej można wyciąć dokładnie te wszystkie wygibasy. A potem wystarczy przyszyć... I wypikować... I gotowe:)


A tak wygląda w środku. Łatwo nie było, żeby wykombinować jak to wszystko zrobić, żeby było tak, jak wyszło. Ale wyszło:) 


Piórnik jest używany, targany po plecaku od początku roku szkolnego i dale sobie radę o wiele lepiej niż myślałam. Jednak pikowanie czyni cuda i wyjątkowo wzmacnia tkaninę:)
A potem powstały jeszcze kolejne jaszczury



I detal, który mi się niezmiernie podoba



Pozdrawiam:)



poniedziałek, 10 listopada 2014

Noc

To jedna z moich ostatnich prac. Można chyba powiedzieć, że pierwsza, której praktyczność można poddać w wątpliwość. Nie jest to ani kołderka, pled, poduszka, podkładka, kosmetyczka, torba, nie jest to nawet kartka pocztowa... Chociaż... W ostateczności, jeśli nie obroni się tak zwana artystyczna/wizualna wartość tego quiltu, można go użyć jako bieżnika na stół:) 

Ale w zamierzeniach miał to być quilt do powieszenia na ścianie... 
O właśnie tak.
Nie mam dystansu do tego co szyję, ale wyszło całkiem, całkiem... :)


Miłej nocy:)