piątek, 16 września 2016

Życie - niekocząca się opowieść



Lubię patchwork. Bo lubię szyć, lubię tkaniny, od zawsze podobały mi się mozaiki, geometryczność, powtarzalność kształtów, rytm. I ta pojawiająca się a to tu, a to tam matematyka;)  ze swoją precyzją i dokładością. 

Mój ostatni quilt, a właściwie para quilt'ów to taka próba balansowania między precyzyjną matematyką a spontanicznym chaosem. Jakoś tak szumnie to brzmi jak się to zapisze... No trudno. Punktem wyjścia był amonit i jego spiralnie skręcona skorupa. Mam wisiorek z amonitem, naoglądałam się zdjęć, cały czas mi się podoba ta forma, spirala, kolory. A chaos? Całe mnóstwo pijanych trzmieli pikujących lotem w kilku kolorach i nitki zwisające z kolorowych pasków.  Zwaszcza te nitki to wyjście poza moją strefę komfortu jeśli chodzi o szycie quiltów - no bo jak to tak, takie niewykończone, siepie się?...

TAK MA BYĆ:)

Jeden quilt to pozytyw, drugi negatyw. Tło - len z bawełną, naturalny kolor.

Efekt - na zdjęciach poniżej.

  

Nie myślałam, że szycie zajmie mi tyle czasu. Zaczęłam w lutym. I z dużą dozą prawdopodobieństwa moge stwierdzić, że pewnie tak bym to sobie szyła i szyła, gdyby nie wystawa „PATCHWORKOWA PRZYRODA” w Centrum Nauki Keplera, która odbędzie się dzięki inicjatywie grupy Lub.Patchwork.pl , wsparciu Stowarzyszenia Polskiego Patchworku i współpracy z Centrum Nauki Keplera w Zielonej Górze. Zawzięłam się i skończyłam. Najpierw jedną część, a kiedy termin zgłaszanie prac na wystawę został wydłużony - drugą. Bez tej wystawy moje ślimaczki jeszcze by się nie wykluły:)

I jak zwykle miałam pewien problem. Z tytułem quiltu. Nie miałam pojęcie co wpisać w rubryczkę zgłoszenia na wystawę w miejscu "tytuł pracy". Jak zawrzeć w jednym lub kilku słowach to co się po głowie kołacze? " Życie - niekończąca się opowieść". To był pierwszy pomysł. Spirala kojarzy mi się z cyklem życia, z mocą i siłą życia... Jak dla mnie pasuje.

Dla tych, których ciekawi sposób szycia, kilka zdjęć z pracy nad quiltami. Kolorowe paski naszywałam na tkaninę, podkleiłam fizeliną dwustronną, narysowałam i wucięłam kształt.


















9 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się taki quilt razy dwa ! I to połączenie obłosci z geometrycznymi paskami - bardzo lubie takie kontrasty, choć mi samej trudno się na nie odważyć. A siepiące sie nitki sa jeszcze poza moim zasięgiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Oj tak tak. Siepiące się nitki. Widzę, że nie tylko ja mam blokady. Ale pracuję nad sobą.

      Usuń
  2. A zawrotów głowy od tego pikowania nie dostawałaś czasem? :))

    Świetne są, obydwa!

    Kiedyś (dawno, dawno temu) takie nitki i siepiące się krawędzie były synonimem "art quiltu" - w takim pogardliwym sensie, że jak ktoś nie umie dobrze szyć to zostawia nitki i to taki "art". W drugą stronę to działało, że jak ktoś szyje precyzyjnie i "dzióbek w dzióbek" to nudne i tradycyjne. Dzisiaj już raczej ani artyzmu ani techniki nie ocenia się przez nitki i dzióbki, więc bez stresów proszę - szyj co Ci tylko przyjdzie do głowy, i tak to zrobisz super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja para amonitów przypomniała mi dobry czas w Normandii, gdzie spacerowaliśmy z M plażą aż do urwiska pełnego skamieniałych resztek. Większe, całe i całkiem duże amonity były w muzeum, a ja mogłam znaleźć i zabrać do domu tylko połamane resztki. Moje są szare, ale te w muzeum były tak kolorowe jak twoje. Piękne... Dziękuję za wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. cieszę się, że będę mogła podziwiać na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna praca (bo dla mnie obie to.całość). Bardzo, bardzo mi się podoba :-) A z nitkami mam podobnie, choć też już udało mi się raz "przełknąć" połowicznie takie brzegi :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna praca (bo dla mnie obie to.całość). Bardzo, bardzo mi się podoba :-) A z nitkami mam podobnie, choć też już udało mi się raz "przełknąć" połowicznie takie brzegi :-)

    OdpowiedzUsuń