poniedziałek, 18 maja 2015

Blogger's Quilt Festival - Art

I would like to present my second quilt on Blogger’s Quilt Festival.

The idea, project, pattern is mine.

This is my “Angel”

I hope you will like it.





And pictures made during work:





Goodbye:)




sobota, 16 maja 2015

Blogger's Quilt Festival - Scrappy

Once again I would like to show one of my qulits. I’m taking part in Blogger's Quilt Festival.  I’ve decided to participate because of  Wiesia from Quilts and Smile:) She wrote (not directly but between the words:)) that I should show to other quiltres what am I doing so I’m just doing it:)

Last days, or rather week or even months I do not have match time to sew, but I have my sketch book, I’m making some project… so many ideas for quilts… I have to , no , I must finally find some time.


And now – my first art quilt I've ever made, made from scraps -  “Night”




Stars and moon I’ve made from scraps left after cutting for squares multicolor jelly roll. I just couldn’t throw it away:)



See You next time:)  

czwartek, 19 lutego 2015

Anioł - Angel



Uszyłam sobie anioła. Mam nadzieję, że nie tylko ja go widzę na tym moim obrazku.  

I've made an angel and I hope, I'm not the only one who can see him on my quilt.


Powstał spontanicznie, z potrzeby, z pomysłu, który kołatał się po głowie, z moich inspiracji pracami Bożeny Wojtaszek, zaczarował w sobie tkaniny nowe i takie z historią, takie moje...  
Ten wzorzysty materiał, który jest tłem, wybrałam sobie w ramach nagrody w konkursie Craft Fabric, jako coś z innej bajki, tkaninę, która nie pasuje do rzeczy które szyję, tkanina wyzwanie... no i podpasowała:) 

I’ve made these quilt because I just had to, because of my inspirations of BozenaWojtaszek quilts, because I like love the fabrics that I’ve used to these quilt (some new and some “with the history”) – I think I’ve enchanted them a little bit…


These fabric with pattern, the background of the picture I’ve chose as a price in Craft Fabric competition, as a fabric that does not fit into things that I sew , fabric - challenge ... and I made these :)











A tak mój anioł wygląda z tyłu. A raczej wyglądał...

And these is the back of my angel. It looked like these because...



....bo wykańczając naszyłam na tył dodatkową tkaninę, o tak:

....because finally I've put another piece of fabric on the back.

To zdjęcie najbardziej mi się podoba...

These picture i like the most...



A przy okazji, chciałabym podziękować za wszystkie komentarze pod poprzednimi postami - Dziękuję:) Dają dobrą energię do szycia:))

wtorek, 10 lutego 2015

Pióra / Feathers


Te pióra zrobiłam zupełnie spontanicznie. Miałam pod ręką odpowiedni materiał i pomyślałam, że można by go jakoś wykorzystać. I szybko, bo nie miałam czasu na długie szycie, chciałam coś na już.
Tkaniny:
- szara cienka dresówka i cienka flanela w grubą kratę pochodzą z za małej dziecięcej koszuli. Jestem materialistką, nie mogłam jej oddać lub co gorsza wyrzucić. Zaczęłam wycinać szwy, żeby złożony materiał zajmował mniej miejsca niż cała koszula i tak przyczedł do mnie pomysł na pióra.
- mój biały t-shirt z szuflady.
A do tego jeszcze cekiny - żeby się pióra troszkę "ruszały"

Those feathers I did quite spontaneously. I had a suitable material , and I thought that I can use it and sew something. Something small and quick.
I had some fabrics from a small child's shirt, I didn’ want to throw it away, the fabrics were to nice. At the end I’ve add some sequins – to make a feathers mowing a little bit.

A zaczęłam od narysowania i wycięcia pióra z papieru a potem z obu tkanin. Z dresówki wycięłam pióro bez wystającego ogonka. Z flaneli wykroiłam całe pióro, potem wycięłam z jego środka ogonek - powstały mi 3 części. Ogonek położyłam na dresówce a resztę schowałam pod. I przypięłam do koszulki.

And I started by drawing the feather. Then I’ve cut if from those 2 fabrics. The feather that I’ve cut prom flannel I’ve divided in to 3 parts. One of them I’ve placed on the grey fabric, and the 2 of them – under. And I pinned it to the t-shirt.



A potem naszywałam z wolnej ręki stopką do pikowania. 


Początkowo myślałam, żeby najpierw naszyć a potem ponacinać, ale finalnie zrobiłam na odwrót. Mając naciętą dresówkę wiedziałam gdzie szyć, nie musiałam nic rysować, taka trochę wariacja slash&stitch:)





I jeszcze tylko pranie i suszenie.

And I wash it and dry. And of course I added some sequins. T-shirt with feathers looks like on the picture below.

I tak oto wyszły pióra. Poukładałam jeszcze na nich cekiny. Ładnie wyglądały więc je przyszyłam. Mimo 3 warstw tkaniny i pikowania koszulka całkiem dobrze się układa.






wtorek, 3 lutego 2015

MORZE / sea

Skończyłam moje "MORZE" (zdjęcia w trakcie). To znaczy dawno je skończyłam, ale czekało w kącie na zrobienie zdjęcia. Czekało naciągnięte na blejtram. Wiem, że to może nietypowe dla quiltów takie "oramowanie" ale co tam, mi się nawet podoba.

Robiłam zdjęcia na dworze, przy pięknym słoneczku. Troszkę są przekłamane, bo światło daje cień, ale jeszcze dużo prób przede mną, żeby zdjęcia oddawały to jaki jest quilt. A i tak "na żywo" zawsze jest inny:) Takie życie:)


I finished my " SEA" (work in progres). I mean, I've finished it long ago , but I did not have a time to make a photo . Stretched Canvas waiting . I know it's unusual for a quilt to look like these, like a paint on a stretcher but I’ve wanted to try to make it like these and I like it:)


I was taking pictures outdoors in the beautiful sunshine . I know that the light makes a shadow , I know it. But I even like it. 





I nagrałam jeszcze malutki filmik, bo niektóre efekty widać dopiero w ruchu.
MORZE na you tube

And I've made a short, anprofesional film, byt some effects are visible on the move.
SEA on you tube

Dziękuję za odwiedziny:)

środa, 28 stycznia 2015

Mój pierwszy kurs

Od 18 stycznia br. nie mogę już pisać ani mówić, że nie byłam na  żadnym szyciowym kursie. W wyniku splotu różnych szczęśliwych okoliczności, podjęcia kilku pomniejszych decyzji w odpowiednim czasie, zapisałam się na kurs prowadzony przez Bożenę Wojtaszek w Szkole Patchworku.

Ale po kolei.

Przez początkowy czas swojej przygody z patchworkiem koncentrowałam się na formach użytkowych, narzutach, poduszkach ewentualnie torbach i kosmetyczkach – żeby to było „po coś”, żeby było „użyteczne”. Ale tak czuję, że coś więcej mi w duszy gra. Potrzebowałam impulsu, żeby zacząć robić rzeczy, na które „tylko” się patrzy:)  I miałam to szczęście spotkać na swojej drodze osoby, które mnie zainspirowały do dalszych działań w tym kierunku.
Jedną z tych osób była Bożena Wojtaszek, która za pośrednictwem swojego bloga The Textile Cuisine już od jakiegoś czasu odkrywała przede mną świat art quiltu. I okazało się, że jest możliwość uczestniczenia zajęciach prowadzonych przez Bożenę w warszawskiej Szkole Patchworku. To była jedna z najszybciej podjętych przeze mnie decyzji:)

Na zajęciach szyłyśmy domki. Moje wyglądają tak:




Uszyłam dwa, bo początkowo objawiła się moja niepokorna natura, nie posłuchałam do końca nauczycielki, i żeby uszyć domek sposobem przedstawionym na kursie, musiałam zacząć od początku. Tak więc na pierwszym  w kolejności  zdjęciu jest „prawidłowy” domek, a drugi to moja wariacja na temat:) Nie chciałam żeby moje nieposłuszeństwo zostało udokumentowane na zdjęciach, dlatego nie przyczepiłam go do tablicy na koniec zajęć  - chociaż przecież wszyscy obecni i tak wiedzieli, że wydziergałam dwa:) Skutkiem tego, mój drugi, a właściwie pierwszy domek nie pojawia się na zdjęciach w relacji z kursu na blogu Szkoły Patchworku – o TUTAJ, ani u Bożeny Wojtaszek – o TUTAJ. Tam też możecie zobaczyć domki uszyte przez pozostałe kursantki, które przy okazji bardzo serdecznie pozdrawiam (kursantki oczywiście, a nie domki:)A właściwie domki też pozdrawiam, a zwłaszcza mieszkające w nich koty).

Namieszałam, prawda:)


Ale  domki to jedno, a wrażenia to drugie. Nie można ich uwiecznić na fotografii, więc przez chwilę nie będzie obrazków.

Podczas kursu nie tylko samo szycie się odbywało. Były opowieści o szyciu, o życiu, o sztuce, o różnych różnościach. Naoglądałam się prac Bożeny, patrzyłam i patrzyłam. I słuchałam. I swoje „Morze” pokazałam, chociaż długo się zbierałam na odwagę….:)

Niezapomniane spotkanie, duuużo mi dało, naładowało pozytywną energią i zainspirowało na przyszłość. I chociaż tak się układa, że czasu na szycie mam coraz mniej, to sprawia mi coraz więcej radości i satysfakcji, i dobrze, bo jak mówią nie ilość ale jakość:) I za to dziękuję:)

Ale to wszystko nie było by możliwe, gdyby nie warszawska Szkoła Patchworku. Wspaniałe miejsce i azyl dla „materialistek”. Jeśli nikt nie rozumie Twojego zamiłowania do tkanin, musisz, po prostu musisz odwiedzić to miejsce i spotkać się z dobrym duchem Szkoły, czyli z Anną Sławińską. Tutaj kawałki tkanin to początek niezapomnianej i niekończącej się przygody z patchworkiem, który ma wiele twarzy, pozwala na ciągłe odkrywanie nowych technik, uczy, bawi i ogrzewa:)

A na zdjęciu poniżej Anna Sławińska w naszyjniku z domkami autorstwa Bożeny Wojtaszek. Zrobiłam to zdjęcie podczas kursu, i wydaje mi się, że dobrze oddaje atmosferę panującą w szkole – jest i profesjonalny warsztat pracy (na zdjęciu załapała się mata do cięcia, a poza kadrem wszystko czego potrzeba do szycia), są rozmowy przy kawie (tu termiczny kubek jednej z kursantek, a poza kadrem słodkości, napoje ciepłe i zimne), tkaniny gotowe na to, aby stać się częścią patchworkowych miękkości i jest Ania, pełna entuzjazmu, miłości do tkanin i patchworku*.



*W tym opisie starałam się być bardzo obiektywna. Ale przyznam,  że będąc osobą:
  • widzącą w wielu najzwyklejszych rzeczach pomysł na quilt;
  • której bardzo podobają się prace Anny Sławińskiej
  • która jest wprost zauroczona pracami Bożeny Wojtaszek
  • która jest „materialistką” (czyli uzależnioną od tkanin)

mogę śmiało powiedzieć, że mój obiektywizm w opisywanych zdarzeniach może być nieco subiektywny:)

niedziela, 25 stycznia 2015

Moje morze

Postanowiłam spróbować czegoś innego. To znaczy maszyna do szycia pozostaje, tkaniny, wypełnienie, pikowanie - to wszystko też. Ale wszystko razem tak jakoś inaczej. Pierwszym krokiem była "Noc" - a teraz idę dalej:)

Inspiracją było zdjęcie małża z Morza Czerwonego - przydaczni niebieskiej. Cięłam, malowałam tkaninę, pikowałam, wykorzystałam cekiny, które kupiłam jakieś 10 lat temu (w końcu się doczekały:))
Poniżej kilka zdjęć fragmentów. 


Muszę jeszcze zrobić zdjęcie całości. 

A potem chciałabym opisać moje wrażenia z kursu prowadzonego przez Bożenę Wojtaszek (TU znajdziecie jej blog) w Szkole Patchworku, na którym byłam w międzyczasie 

- ale to następnym razem:)

Do zobaczenia:)

piątek, 16 stycznia 2015

Podkładki dla "Farmera"


Tak wyglądają podkładki dla "Farmera". Dość tajemnicza nazwa, ale niewtajemniczonym postaram się to sprawnie wyjaśnić. 
W grupie polskich patchworkarek trwa obecnie szycie Farmer's Wife. To troszkę nie mój klimat, więc jako urozmaicenie "pochwaliłam" się moimi tęczowymi podkładkami:


A przy zdjęciu napisałam, że może takie podkładki spodobały by się Żonie Farmera. No i okazało się, że nie jest do końca wiadome, czy Farmer byłby w stanie posilać się w towarzystwie takich kolorowych dekoracji podtalerzowych... 

I wtedy przypomniałam sobie, że przecież uszyłam jeszcze takie, stonowane, spokojne... żeby biedaczek nie musiał jadać na gazecie... chyba się nadadzą...


Poza tym te podkładki są dość wyjątkowe. Kiedy je szyłam, nie miałam pojęcia, że wyjdą tak dobrze. Nie jest to nieskromność a jedynie zadowolenie, że dałam się powieść pomysłowi, nie przekombinowałam i poświęciłam kawałek ślicznego brązu (od Robin'sPatchwork) na "zwykłą" lamówkę, która dopełniła całośći. Tkanina w napisy pochodzi z CraftFabric. Tył zrobiłam czarny, a całość przepikowana jest stopką z górnym transportem w krateczkę na szerokość stopki. I tyle. I wystarczy. (No oczywiście wypełnienie w środku:)
Wspaniale komponują się z drewnem, naturalnymi kolorami w pomieszczeniu, stalą... 
Polecam:) 
Do zobaczenia:)



PS.
I jeszcze o jednym chciałam napisać - moja Gwiazdeczka i tęczowy woreczek stanęły na podium w patchworkowym konkursie. Cieszę się:) Tu możecie zobaczyć nagrodzone prace - Konkurs CraftFabric


Do zobaczenia